Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT:

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO..... 2017/08/17 10:12 #173410

  • Waldemar Bartosik
  • Waldemar Bartosik Avatar Autor
  • Gość
  • Gość
NIGDY  NIE  JEST  ZA  PÓŹNO....



Nigdy nie jest za późno
By odnaleźć marzenia
Które w tobie przetrwały
Chociaż czas wszystko zmienia
Nigdy nie jest za późno
Żeby zacząć od nowa
Żeby pójść inną drogą
I raz jeszcze spróbować

Nigdy nie jest za późno
By na stacji złych zdarzeń
Złapać pociąg ostatni
I dojechać do marzeń


Najwyższy czas, by panujące wśród Polaków, a będące w dużej mierze efektem narzuconej nam w "ćwierćwieczu wolności" - pedagogiki wstydu frustracje i apatyczne trendy, przynajmniej w sferze ich mentalnego postrzegania odwrócić, najwyższa pora by poprzez egzemplifikacje i uogólnienia skutecznie przywrócić nadzieję i wiarę w sens egzystencji, w szansę odwrócenia złej passy, w powrót Polaków i Polski do rodziny równorzędnych narodów świata.

Zacznijmy więc od historii.

Termin "słowianin", etymologicznie wywodzi się z języka łacińskiego. Określano nim mieszkańców północnych rubieży niegdysiejszego Cesarstwa Rzymskiego, pojmanych i uprowadzonych przez arabskich handlarzy niewolnikami.
Był więc synonimem niewolnika.

We współczesnych, pretendujących do paranaukowości księgach imion i teoriach numerologicznych, cechy charakteru, zalety i wady człowieka łączy się z jego imieniem własnym. W polskiej historiografii i literaturze zwłaszcza ostatnich dwóch stuleci, dominował etos martyrologii, romantycznych zrywów i heroicznych porażek.

Dziś trudno więc orzec, czy to etymologia, czy etos, ugruntowały we współczesnych Polakach poczucie fatalizmu i determinizmu, wykształciły postawę życiowej bezradności, bierności i poddania biegowi rzeczy. Zresztą wydarzenia ostatnich z górą dwudziestuośmiu lat: zrazu marazmu i nieokreśloności celów, potem systematycznie pogarszających się warunków życia codziennego milionowych rzesz ludzkich, odebrały wielu nadzieję, wpędziły w alienację i skrajnie pesymistyczne nastroje.

Dla wielu środowisk w ostatnich niemal trzech  dekadach niedostatek, brak perspektyw lub pospolita bieda nabrały cech dziedzicznych. I zadziałały paraliżująco na psychikę.

Fala mentalnego paraliżu rozlała się na coraz szersze kręgi społeczne, wywołując spadek dynamiki aktywności gospodarczej, który zwrotnie poszerza kręgi ubóstwa.

Jedną z fundamentalnych przyczyn tej spirali klęsk jest utrata społecznego i jednostkowego optymizmu i popadanie wielu środowisk w okowy negatywnego myślenia.

Oczywiście, zawsze można podnieść rzekomo obiektywne argumenty przemawiające za źródłami porażek. Będzie więc to "wola nieba", będą to "oni", położenie geopolityczne, koniunktura międzynarodowa etc.

Ale społeczności i jednostki mocne psychicznie, ufne we własne siły, z pozytywnym podejściem do świata - płycej popadają w nieuchronne depresje i łatwiej i szybciej wychodzą z cyklicznych kłopotów.

Świadomość owej nieuchronności i cykliczności radości i trosk, jak wszystkiego w otaczającym nas świecie, winna się stać trwałym elementem systemu odpornościowego jednostek i społeczeństw, a psychika w jej warstwie pozytywnego myślenia - instrumentem naprawy rzeczywistości.

Bo to psychika jednostek i społeczeństw decyduje o ich długofalowym sukcesie, to upór i determinacja w dążeniu do jasno zdefiniowanego celu, gwarantuje trwałość trendów wzrostowych, pomimo nieuniknionych na tej drodze aberracji.

Najwybitniejszy bodaj spekulant giełdowy, jeden z najbogatszych ludzi współczesnego świata George Soros jest przekonany, że to nie matematyka rządzi rynkami finansowymi i szerzej - gospodarką, lecz psychologia. A dokładniej - instynkt stadny. Zrozumienie, jak stado zamierza zareagować w określonych realiach, przyczajenie się, "czekanie na odgłos biegnącego stada", pozwoliło mu zdobyć niewyobrażalną fortunę.

Ludzie ze swej natury - i to od pradziejów - są istotami stadnymi. W tłumie popłoch a już zwłaszcza panika, wywołują niesłychanie destruktywne konsekwencje. Łatwo zasiać i ugruntować niewiarę w potencjalny sukces, odwołując się do przesłanek nazewniczo - numerologicznych, historycznych i.in. Gdzie śpi bowiem rozum, tam w umysłach szaleją demony.

Gdyby to jednak nazwa miała przesądzać o losie jednostki czy historii narodów, to w intelektualnym matactwie doszlibyśmy do granic absurdu. I zwycięstwo nad rycerstwem zakonnym na polach Grunwaldu, mocarstwową Polskę "od morza do morza" doby Jagiellonów, czy prześwietną wiktorię wiedeńską, musielibyśmy przypisać przybyszom z zaświatów.

To jasny cel i żelazna wola są rzeczywistym źródłem autentycznego sukcesu, zarówno w skali jednostki jak i społeczeństwa. Ten cel i wola uzbrajają w entuzjazm i cierpliwość, upór i determinację, czynią odpornym na pesymizm, na popłoch i panikę zasianą w stadzie. Niezależnie od wieku, wykształcenia, pochodzenia społecznego czy statusu materialnego.

Zilustrujmy to garścią pobudzających wyobraźnię przykładów:

Aleksander Wielki, twórca rozległego i potężnego imperium helleńskiego zakończył życie w wieku zaledwie 32 lat. W tym wieku Michael Dell, założyciel i twórca Dell Computer, zajął 9 miejsce na opublikowanej przez magazyn .Forbes" liście światowych miliarderów, z majątkiem szacowanym na 17,8 mld dolarów. Juliusz Cezar, rzymski wódz, mąż stanu i dyktator, szczyt swej potęgi i sławy osiągnął w wieku 56 lat. Winston Churchill, niekwestionowany przywódca brytyjskiego imperium w najmroczniejszym okresie jego współczesnej historii, stanął u steru nawy państwowej i skutecznie poprowadził Brytyjczyków do zwycięstwa w wieku 66 lat. W wieku 58 lat, wyniesiony został na najwyższy urząd Papieża w wielusetmilionowym kościele powszechnym - Karol Wojtyła.

Zatem nie wiek jest czynnikiem limitującym posiąście sukcesu. Nie dość tego. Badania Amerykanina dra Dorlanda wykazały, iż ponad połowy największych osiągnięć ludzkości dokonali ludzie w wieku ponad pięćdziesięciu lat, a więcej wśród nich było wybitnych dzieł ludzi którzy przekroczyli siedemdziesiątkę niż poniżej trzydziestki. Bowiem tempo przyswajania może się z latami spowalniać, ale możliwości mentalne i umysłowe w warstwie świadomości i podświadomości z całą pewnością - nie.

Dalece bardziej zdumiewające wnioski wypływają jednak z analizy dalszych naszych przykładów:

Demostenes, najwybitniejszy orator starożytności - jąkał się. Kiedy po raz pierwszy próbował przemawiać publicznie, śmiech przepłoszył go z mównicy. Mahomet, niegdyś skromny poganiacz wielbłądów, stał się Panem i Prorokiem setek milionów ludzi, zbudował imperium większe od rzymskiego, na niczym więcej jak entuzjazm. Juliusz Cezar był epileptykiem. Napoleon pochodził z nic nie znaczącej rodziny, tak ubogiej że z ogromnym trudem ukończył Akademię Wojskową. Jego geniusz wcale nie był wrodzony; w tejże akademii talent i postępy lokowały go dopiero w piątej dziesiątce wśród sześćdziesięciu elewów. Niski wzrost i ubóstwo deprymowały go w tak wielkim stopniu iż myślał o samobójstwie.

Wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych w roku 1860 Abraham Lincoln, przez 30 poprzedzających lat ponosił bezustanne klęski i zawody życiowe. On zresztą, podobnie jak Benjamin Franklin, Andrew Jackson oraz wielu innych amerykańskich prezydentów wchodził w życie w najbiedniejszych i najskromniejszych domostwach; wszyscy oni nie mieli wykształcenia ani żadnych innych atutów, urodzili się nierzadko w ubóstwie.

Thomas Edison sprzedawał gazety w pociągach. Andre Carnegie zaczął pracę z pensją wynoszącą 4$ na miesiąc, John D. Rockefeller - około 6$ na tydzień. Reza Khan, późniejszy szach perski, był pierwotnie szeregowym kawalerzystą, Mustafa Kemal- prezydent Turcji - oficerem, zaś Friedrich Ebert, prezydent Niemiec po I wojnie światowej - rymarzem.

Powstaje zatem pytanie dlaczego większość wielkich tego świata weszła w życie z jakimś defektem czy ograniczeniem. l jak to się dzieje, że " takie nic" często zdystansowało możnych i uprzywilejowanych przez pozycję społeczną lub naturę.

Pośrednią odpowiedź dają statystyki zgromadzone przez R. Convella sprzed I wojny światowej. Pokazują, iż na 4043 multimilionerów w USA, zaledwie 69 miało średnie wykształcenie, a u źródeł tego braku leżało ubóstwo.
Dziś zresztą także można wskazać wybitnych wizjonerów niekoniecznie z pełnym formalnym wykształceniem. Z pewnością należą do nich Bill Gates z Microsoftu, i Michael Dell z Dell Computer - obaj działający na wymagającym, ogromnie trudnym lecz i perspektywicznym rynku nowych technologii. Obaj przeraźliwie bogaci i obaj egzemplifikujący słuszność twierdzenia, iż szczyty zdobywają zwycięzcy, niekoniecznie nauczyciele geografii. Te same statystyki informują także o populacji dzieci bogaczy. Spośród tysięcy osób, które odziedziczyły fortunę po śmierci swojej rodziny, tylko jedna na 17 zachowała bogactwo do końca życia. Dlaczego? Dlatego iż brakło im motywacji. Owego niepohamowanego pragnienia, impulsu czy bodźca, który rodzi entuzjazm, inicjatywę i żelazną konsekwencję w dążeniu do raz obranego celu.

Przytoczone przykłady znakomicie także ilustrują inną tezę: otóż większość ludzi, którzy posłużyli się swoimi porażkami jako szczeblami. drabiny dla przyszłych sukcesów, jak wypadkami przy pracy, cel swój i oczekiwany sukces często osiągnęła. Im ciężej byli powaleni na ziemię, im dotkliwiej znokautowani przez życie, tym na wyższe poziomy kariery wynosili siebie. Bo nieważne jest w gruncie rzeczy ile razu upadniesz, ważne jest ile razy się triumfalnie podniesiesz.

I kolejne ważne spostrzeżenie: ludzie paraliżują siebie i krępują swą podświadomość pętami strachu i umartwienia. Często poszukują przyczyny lub siły zewnętrznej, która by im przyniosła bogactwa i szczęście. Przesądni i zabobonni noszą talizmany i amulety, osoby pobożne - medaliony, obrazki czy relikwie. Wielu ludzi funkcjonuje w przeświadczeniu iż pozostają na łasce przypadku czy ślepego losu, że ich status jest dziedziczny, że nie mogą kontrolować swego przeznaczenia. Nie dość tego. Wśród moralistów, etyków i filozofów są i tacy, którzy z ducha umiarkowania i zadowolenia z zastanego przez jednostkę status quo - czynią cnotę. Jakoś sama przyroda w swej ciągłej ewolucji ku lepszemu wydaje się nie być zadowolona i kategorycznie przeczy tym twierdzeniom. Przez wieki jednak sądzono i wpajano nam, że człowiek powinien akceptować świat jakim go zastał. Rodząc się otrzymywał swój los i miejsce w społeczności, a każda próba negacji czy protestu była wręcz świętokradztwem.

Prawda jest jednak inna.

Jeśli urodziłeś się w ubóstwie czy nędzy, to stało się tak, ponieważ twoi rodzice byli przeświadczeni że są do tego przeznaczeni, że nic na to nie poradzą, że takie są nieuniknione warunki dane im przez los. A potem ty zaakceptowałeś te warunki, ponieważ w nich się urodziłeś, w nich wyrastałeś i przywiązałeś się do nich wskutek apatii. Odmówiłeś sobie żądania lepszej kondycji, nie poczyniłeś wielu stanowczych wysiłków żeby się z tego marazmu wyzwolić. A jeśli starania takie czyniłeś, lecz zwieńczyła je klęska i rozczarowanie, to złamało to twoją wolę i podcięło skrzydła entuzjazmu.

I stało się, że owładnęła tobą zaraza pesymizmu, że dałeś się zahipnotyzować obawie przed ciągłym ubóstwem i porażką, stałeś się podobny stworzeniu zaszczutemu przez tyranizujące go myśli i zmartwienia, trzęsącemu się ze strachu. Uznałeś swój stan za zesłany od Boga i dałeś światu czytelny sygnał swej słabości.

Zaczęto z lękiem, a niekiedy z pogardą opuszczać cię i izolować w środowisku, niczym osobę dotkniętą trądem. A przecież - i to często - tak ciężko pracowałeś ! 
Ale sama praca nie wystarcza byś stał się wyzwolonym człowiekiem sukcesu. Koń i wół także pracują.

Możliwe, że tak często ci powtarzano że niczego nie zdziałasz, że w końcu w to uwierzyłeś. Nikt ci nie powiedział, że fiasko wpierw przychodzi z wnętrza. Że nie ma mędrca, który mógłby pomóc komuś w sukcesie, skoro ten wciąż wątpi w swoje ku temu zdolności. Że mało też ważne, że zdecydowanie pracujesz na sukces, jeśli umysł masz przepełniony strachem, prognozą porażki.
Ten stan ducha zneutralizuje wysiłki, zniweczy sukces.

Jeśli uważnie przejrzysz karty historii, dojrzysz, że błyszczą na nich nazwiska ludzi, którymi wzgardził świat jako niezdolnymi do sukcesu. Dzieje ludzkości dowodzą, że ktoś zdeterminowany i stanowczy, kto odmawia akceptacji swej sytuacji, może ją radykalnie odmienić. Wielcy ludzie historii w znacznym stopniu wyszli z biedy; bogacze tego świata w większości startowali od zera.

Autentyczni przywódcy, ,,najpiękniejsze kwiaty spośród ludzkiej flory rosną na polach nie zaś w cieplarniach".
To nie dwory królewskie, uprzywilejowane klasy czy śmietanki towarzyskie wykreowały Leonarda Da’Vinci, Michała Anioła, Szekspira, Sokratesa i Kanta, Edisona czy Pasteura.

Człowiek, jeśli godnie ma nosić swoje dumne imię nie po to jest by pełzać ale by panować. Świat i Fortuna są na jego usługi. Wystarczy pochwycić je śmiało - a śmiałym szczęście sprzyja - i mocno, z entuzjazmem i wiarą je utrzymać a staną się powolne. Ale jeśli będziesz przed nimi się czołgać, lub też staniesz wobec nich sceptyczny i apatyczny, zalękniony, nieśmiały lub zwątpiony - przejdą obok ciebie z pogardą.

A zatem kardynalną przesłanką jakiegokolwiek sukcesu jest postawa ustawicznego zachowania nadziei i wiary.

Kategorycznie odrzuć, nawet w dobrej wierze adresowane ku tobie słowa tzw. "życiowej mądrości", sceptycyzmu, a już zwłaszcza postawy prześmiewcze, ironiczne, lub wręcz szydercze.
Stawiaj na niekonwencjonalne rozwiązania, nieoczekiwane zdarzenia, wyjdź poza konformizm i utarte schematy wypływające z lenistwa intelektualnego lub tchórzostwa.
Z zachowaniem właściwego dystansu i pokory wobec siebie - jak zarazy unikaj osób i środowisk, które czy to świadomie, czy nieświadomie widzą w tobie konkurenta - więc wroga, albo których życie (w szczególności zaś finał) było pasmem niepowodzeń lub klęsk, więc w twojej porażce widzą usprawiedliwienie własnej indolencji.
A jeśli stanowczo pragniesz uniknąć konfliktów z bliskim ci z jakichś powodów otoczeniem, kategorycznie nie mów o swoich planach, pragnieniach i marzeniach, jeśli miałyby wywołać deprymujące cię reakcje.
Izoluj się od myśli środowisk i osób mogących cię spłoszyć z uporczywego dążenia do obranego celu, zachwiać twoją wiarę i niezłomną nadzieję.

Albertowi Einsteinowi przypisuje się taki oto aforyzm : zapytany o źródła genialnego wynalazku odrzekł "Genialny wynalazek rodzi się wtedy gdy wszyscy uznają coś za niemożliwe i przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i niemożliwe staje się możliwe".
Na marginesie zauważmy, że ten najwybitniejszy umysł XX wieku, na drodze życia także miał swoje defekty; do lat 4 był niemową. Ale gdyby jego intelektualny dorobek tylko na powyższej, żartobliwej strofie się zakończył i tak zasłużyłby na poczesne miejsce w panteonie ludzkich geniuszy. Zawiera bowiem myśl genialną w swej prostocie: że wszyscy, bez wyjątku wszyscy ludzie posiadają zdolności twórcze, ale nie wszyscy nauczyli się je stosować i wykorzystywać.

Tę oczywistą konstatację twórczo rozwinął Alex F. Osborn w swej teorii "burzy mózgów", inspirując tysiące ludzi do konstruktywnego myślenia, a w ślad za tym także do twórczych działań.

Bo myślenie jest konstruktywne tylko wtedy, gdy następuje po nim działanie - owa najgłębsza i najoczywistsza tajemnica skutecznego działania - po której przyjść musi już tylko sukces.

Ten bowiem - jak pisze Emerson - kto się uczy i nie przestaje się uczyć, a mimo to nie urzeczywistnia tego co wie, jest jak człowiek, który orze pole, orze bezustannie, ale nigdy nie sieje. I nie zbiera plonów, owoców swej mentalnej refleksji pod postacią sukcesu. Inny wybitny myśliciel powiada:

"Zbyt często to co czytamy i w co wierzymy wzbogaca nasze biblioteki i słownictwo zamiast stać się częścią naszego życia".

Oto więc jest fundament niezbędnych w Polsce przeobrażeń : 


Wizja i wiedza, których przecież wielu wartościowym ludziom w Polsce nie brakuje i zbrodnią by było jeśliby pozwolić na dalszy ich transfer z kraju,
oraz
Niezłomna wola i wiara w zwycięstwo, które muszą radykalnie odmienić jej oblicze oraz postrzeganie w Europie i świecie.


NA  KREATYWNOŚĆ  I  NOWATORSTWO, NA  TO  BY  TCHNĄĆ  W  ŻYCIE CEL  I  NADAĆ  MU  SENNS - NIGDY  NIE  JEST  ZA  PÓŹNO !

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  • Strona:
  • 1
Bytomski.pl - 2019 - Wszelkie Prawa Zastrzeżone